„Jeden wskaźnik tygodnia”: jak wybieram i rozliczam wynik
Cele brzmią dobrze, dopóki nie zderzysz się z poniedziałkiem rano.
Dlatego zamiast myśleć „co chcę osiągnąć w tym roku”, pytam:
Co konkretnie ma się wydarzyć w tym tygodniu – i jak to sprawdzę?
Bo jeśli nie potrafię tego zmierzyć i dowieźć w skali 7 dni, to znaczy, że cel jest źle postawiony. A źle postawiony cel to brak realizacji a brak realizacji to frustracja i niska samoocena i tak koła się zamyka. Dlatego realizuje się konkretne liczby i decyzje.
Realny cel to taki, który ktoś już osiągnął
Nie szukam inspiracji w kosmosie. Szukam dowodów, że coś da się dowieźć.
Dla mnie realność celu to nie „czy mi się uda?”, tylko czy ktoś już to zrobił? Jeśli tak – znaczy, że to nie jest wydumane.
Zamiast więc wymyślać „jakby to było pięknie gdyby…”, patrzę:
– Kto już osiągnął ten rezultat?
– Jakie kroki go tam doprowadziły?
– Co z tego jestem w stanie wdrożyć w najbliższym tygodniu?
I tu pojawia się „jeden wskaźnik tygodnia” – konkretny, mierzalny krok, który przybliża mnie do tego rezultatu.
Mierzalność = wizja + kamienie milowe
Nie da się mierzyć czegoś, co nie jest nazwane.
Dlatego zanim cokolwiek ustalę, muszę mieć wizję końca – obraz tego, co chcę osiągnąć. Nie tylko finansowo, ale też jakościowo: jak to wygląda, jak się z tym czuję, jak działa.
Potem inżynieria wsteczna: jakie są 3–4 kluczowe kamienie milowe po drodze?
I dopiero z nich wyciągam konkretne kroki na ten tydzień. Jeden wskaźnik, jeden cel.
Przykład:
W marcu chciałem przygotować nowy system on-boardingu klientów do programu mentoringowego. Wizja była prosta: klient wchodzi, wie co robić, czuje się zaopiekowany.
Kamienie milowe:
- Nowy landing + formularz,
- Automatyczne maile startowe,
- Seria filmów wyjaśniających,
- Opiekun na Discordzie.
Tydzień 1? KPI = zbudowanie i uruchomienie formularza, itd.
Czy mam zasoby? A może mogę je zdobyć?
Cel jest możliwy nie wtedy, gdy mam wszystko pod ręką – tylko gdy jestem w stanie zdobyć to, czego mi brakuje.
Dlatego zanim ustalę wskaźnik tygodnia, robię szybki skan:
- Czy mam emocjonalną gotowość, żeby to uciągnąć? (motywacja, spokój, skupienie)
- Czy mam czas? (czy tydzień nie jest zawalony innymi tematami?)
- Czy mam finanse, jeśli to wymaga zewnętrznych nakładów?
- Czy mam wiedzę lub wiem, kogo zapytać?
- Czy mam ludzi, którzy mi w tym pomogą?
Jeśli czegoś brakuje – właśnie to staje się KPI-em.
Nie kombinuję. Po prostu tydzień poświęcam na zdobycie zasobu.
Przykład:
Przy tworzeniu strony sprzedażowej jednego z kursów wiedziałem, że sam nie dowiozę copy. Miałem zbyt duże obciążenie. KPI na tydzień? Znalezienie i wdrożenie copywritera.
Nie treść. Nie sprzedaż. Tylko znalezienie osoby i uruchomienie procesu komu to zdeleguję.
Rytm = siła
To działa tylko wtedy, gdy masz rytm.
U mnie to wygląda tak:
- Niedziela wieczór / poniedziałek rano – wyznaczam wskaźnik tygodnia.
- Codziennie – wszystko, co robię, ma wspierać dowiezienie tego jednego efektu.
- Piątek wieczór – rozliczenie. konkretnie: albo dowiezione, albo nie.
I tak co tydzień. Bez wyjątków.
Wielkie cele zaczynają się od małych wskaźników. Ale tylko wtedy, gdy są osadzone w rzeczywistości – nie w wyobrażeniach.
Więc zamiast pytać „czy warto?” – zacznij pytać:
Czy ten cel jest realny, mierzalny i możliwy w moim aktualnym kontekście?
A potem zrób z niego jeden wskaźnik na najbliższy tydzień.
I dowieź go. Bez gadania. Powodzenia!
Zakres programu:
- Zarządzanie czasem i produktywnością.
- Rozwój umiejętności lidera.
- Techniki radzenia sobie ze stresem.
- Optymalizacja zdrowia i energii.
- Budowanie relacji interpersonalnych.
- Techniki efektywnej komunikacji.
- Strategie osiągania celów.